This game has no name. It will never be the same.
RSS
piątek, 18 sierpnia 2017
Głupawa zmiana nazwy ulicy

Od pewnego czasu nazwa mojej ulicy zmieniła patrona. Wcześniej było to typowo polskie nazwisko szerzej nieznanego człowieka.  Nawet gdy 20 lat temu zapytałem urzędniczkę podczas czynności meldunkowej kim ów człek był odpowiedziała, że nie wie i najwłaściwsze byłoby zajrzeć do uchwały rady miasta coby poznać uzasadnienie. Nie prowadzono wtedy jeszcze BIP w wersji elektronicznej, więc moja ciekawość pozostała zagadką, z przypuszczeniem, że był to jakiś lokalny działacz, którego pamięci poświęcono niewielką uliczkę. Ale w toku rozwoju internetu, przy jego powiększających się zasobach ustaliłem, że był to działacz partii komunistycznej sprzed wojny, który w czasie okupacji został pojmany przez Niemców i początkiem 45 r. rozstrzelany w nieodległych lasach. Obecnie zaś rada miasta uznała, że z powodu ustawy, nazwę ulicy należy "odkomunizować". Faktycznie, patron ulicy to "komunista" pełną gębą, który stracił życie w walce z okupantem :/ Dziś zajrzałem przypadkowo do BIP'u uzasadniającego zmianę nazwy ulicy, z którego wynika, że pewien naukowiec z lokalnego towarzystwa  stwierdza, że to komunista walczący o Polskę podległą Sowietom... Czyli cały "materiał dowodowy" opiera się na wydumanych przesłankach; nie ma żadnych konkretów, czy np. ten nieszczęśnik kogoś zabił, zadenuncjował, czy był szmalcownikiem itp. itd. Był po prostu robotnikiem, który miał jakieś tam przekonania. Cały ciąg zdarzeń, które w moim odczuciu powinny być brane pod uwagę miał miejsce po jego śmierci. Polityczna głupota to niezmienna cecha państwowych "carskich" aparatczyków. Obieg dokumentów - kwity są, jakkolwiek do zdrowego rozsądku to nijak nie przystaje.

19:39, ernest_pinch
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 sierpnia 2017
Z perspektywy lat

Bujnąłem się dziś rowerem na cmentarze, gdzie spoczywają moi Dziadkowie (I tylko cmentarna cisza "woła" niczym epitafium na Św. Krzyżu: byłem kim jesteś, będziesz kim jestem), ale przy okazji zahaczyłem o miejsce, gdzie spędziłem wiele czasu w szczenięcych latach. Ach.. "Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie"...  Po 24 latach zobaczyć miejsce, które przewijało się w kalejdoskopie wspomnień... Wszak niedaleko, a jednak fakt, że wcześniej tam nie zjawiłem się był uwarunkowany z pewnością niechęcią do tego, że zagranie byłoby z "krótkiej piłki" - tego dawnego świata nie ma i on nie wróci. Przerzucaj slajdami w swej pamięci, ale na miejscu, gdzie zobaczysz zabudowania, wszystko znajome i przygniatającą ciszę i bezruch, nie zjawiaj się, bo "slajdy" okażą się archiwum, które dodatkowo porysuje ułomna pamięć ludzka. 

Kilka miesięcy temu wybrałem się na pieszą, nocną wędrówkę 40 km podczas której byłem sam ze swymi myślami i to chyba był przełom, który pokazał mi, że nie da się nadal przerzucać "slajdów" wspomnień. Tzn. można je przerzucać we wspomnieniach, ale opatrując etykietą "archiwum" z uśmiechem ale i tęsknotą za czasami minionymi...

23:34, ernest_pinch
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 lipca 2017
Zalegle

Minęło sporo czasu, a mi zupełnie nie chciało się cokolwiek tu napisać. Prawdopodobnie wypaliłem się jak pet :D, ot taka konstatacja. Z pewnością jest to pokłosie dwóch spraw - krytyczny stosunek do swojej "twórczości" oraz ilość zdarzeń w ciągu dnia, z których możnaby złożyć encyklopedię. Z jednej strony czas szybko płynie, z drugiej jego intensywność jest znaczna. Więc jeśli sięgnę pamięcią do okresu miesiąca wstecz, to z pewnością wydobędę podróż do Włoch oraz 5 nowych hoteli. Te niespełna 1400 km, które odbyłem w towarzystwie Taty na dwa auta z pewnością zostaną w mej pamięci jako fajna sprawa. Świat jest piękny i warto go poznawać a przez dłuższy czas będzie mi brzmiało "chcę być tam, gdzie niebo jest słońcem rozgrzane"... 

23:54, ernest_pinch
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 stycznia 2017
Popremierowo kinowo

W piątek wybrałem się z Żoną na film "Sztuka kochania". W zasadzie nie wiedziałem czego spodziewać się po filmie, bo sam temat związany z Michaliną Wisłocką niespecjalnie mnie pociągał. Przede wszystkim dlatego, że jako szczeniak ("wracam kiedyś do szczenięcych lat" jak śpiewała Irena Jarocka) gdzieś i kiedyś przejrzałem książkę, uznając, że nie ma w niej nic specjalnego. Nie było  to na zasadzie, "ale ja jestem mądry, bo mam kilkanaście lat, a tu ktoś pisze rzeczy oczywiste". Wtedy o tym nie wiedziałem, ale zapoznałem się ze sprawami, które były dla mnie podskórnie oczywiste. I temat książki "Sztuka kochania" w zasadzie umarł dla mnie na lata. Po obejrzeniu filmu przyszła refleksja: sprawy nie są oczywiste, są ludzie których wrażliwość/wyobraźnia są wygłuszone i być może dla tych osób przeczytanie książki blisko pół wieku temu stanowiło "odkrycie".

Zostałem przez naturę obdarowany wrażliwością, empatią, temperamentem i tym nadrzędnym odczuciem, że jako biologiczny "samiec" to na mnie spoczywa nadrzędna odpowiedzialność "dania" a nie bezrefleksyjnego "brania". I po filmie tym oczywistym faktem sobie wytłumaczyłem mój obojętny stosunek do książki. Z drugiej strony zainteresowałem się życiem Wisłockiej i w kilku przeczytanych artykułach "odbrązowiłem" sobie jej obraz jako "nobliwej" pani a zwłaszcza matki... Z drugiej strony to trochę smutne, że na bazie filmu zdecydowana większość nakreśli sobie obraz człowieka. Diabeł zwykle tkwi w szczegółach...

22:55, ernest_pinch
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 91
Archiwum
Zakładki:
statystyka